O mnie

Od ponad 30 lat jestem szczęśliwym mężem wspaniałej żony i – nieco krócej 😉 – tatą czwórki równie (choć inaczej) wspaniałych dzieci (trzech córek i syna), a także „przyszywanym tatą” trzech zięciów oraz dziadkiem czwórki wnucząt 😀
Od 1995 roku pełnię służbę pastora kościoła „Społeczność Chrześcijańska” w Olsztynie.
Postanowiłem opisać moją historię (w dużym skrócie zresztą), aby wyjaśnić, jaki jest i skąd się wziął mój sposób myślenia na temat chrześcijaństwa i kościoła. Chcę w ten sposób uniknąć – o ile tylko się da – nieporozumień, związanych z tą kwestią.
Jestem pastorem jednego z kościołów ewangelicznych (dzisiaj coraz częściej używane jest określenie „kościoły ewangelikalne„) – noszącego nazwę Kościół Chrystusowy. Ale … nie należę do tego kościoła „od zawsze”.
Urodziłem się i wychowałem w rodzinie, jakich w naszym kraju jest wiele. Nominalnie moi rodzice byli katolikami, więc posyłali nas (moją siostrę i mnie) na naukę religii oraz oczekiwali, że będziemy regularnie chodzić do kościoła, a także żyć „przyzwoicie”. O Bogu i tematach z Nim związanych w naszym domu jednak się nie rozmawiało. Nie było też raczej dla Niego miejsca w naszym życiu. Z całą pewnością nie byliśmy rodziną „pobożną”.
Gdy miałem blisko 14 lat, zmarła moja mama. Około półtora roku wcześniej wykryto u niej raka mózgu. Umierała kilkanaście miesięcy. Operacja, ani naświetlenia nie pomogły jej. Tydzień po tygodniu jej mózg pracował coraz gorzej. Po jakimś czasie nie kontrolowała już nie tylko swojego zachowania, ale nawet odruchów fizjologicznych. Gdy patrzałem na jej powolną śmierć, w moim sercu rodził się coraz większy bunt wobec Boga. Po śmierci mamy ten bunt doprowadził mnie do odrzucenia Boga, a przynajmniej takiego rozumienia Boga, jakiego byłem nauczany. Pomimo, iż kilka lat wcześniej obiecywałem sobie i innym (a także Bogu), że nie będę palił papierosów i pił alkoholu, to w okresie choroby mamy zacząłem „popalać”, a po jej śmierci paliłem już w zasadzie nałogowo. Zacząłem także sobie pozwalać na picie – miałem wtedy zaledwie 15 lat. Następne kilka lat to nieustanne pogrążanie się tak, że w wieku lat 20 paliłem 2-3 paczki papierosów dziennie i byłem na „najlepszej” drodze do uzależnienia od alkoholu. Grałem w tym okresie w zespole. Braliśmy udział w różnych przeglądach „młodych talentów”, ale najbardziej interesowało nas granie tzw. „chałtur”, czyli umilanie zabawy gościom na dancingach i weselach, bo z tego były konkretne pieniądze i to wcale niemałe, jak na tamte czasy. Nęciły mnie także narkotyki, nie zdążyłem się jednak (dzięki Bogu!) od nich uzależnić. Moje życie miało dla mnie coraz mniejszą wartość i coraz mniej widziałem w nim sensu.
I właśnie wtedy spotkałem ludzi, którzy opowiedzieli mi o Bogu, ale zupełnie inaczej niż pamiętałem z dzieciństwa, z lekcji religii. Oni nie opowiadali jakiejś teorii, ale mówili o życiu z Bogiem w bardzo rzeczywisty sposób. Nie tylko zresztą mówili o Nim, ale wyraźnie żyli z Nim. Dowiedziałem się co uczynił dla mnie Pan Jezus Chrystus, co się tak naprawdę wydarzyło na Golgocie – że śmierć Jezusa na krzyżu, była ofiarą, którą złożył On z siebie samego, aby zapłacić cenę mojego zbawienia. Zrozumiałem, że potrzebuję tego zbawienia i Zbawiciela. Uwierzyłem w Jezusa Chrystusa, jako mojego Zbawiciela i moje życie poddałem Jemu, jako mojemu Panu. On uwolnił mnie od nałogu palenia papierosów i uratował przed alkoholizmem, a być może przed jeszcze gorszymi rzeczami. Zostałem chrześcijaninem, jednak już nie z przymusu, a z wyboru.
Ludzie, o których napisałem, byli związani z katolicką wspólnotą Odnowy w Duchu Świętym w Jeleniej Górze. Człowiekiem, który w tamtym momencie odegrał ogromną rolę w moim życiu – jego właśnie użył Bóg, aby do mnie dotrzeć – był ksiądz, prowadzący tę wspólnotę. Z tego też względu, moje pierwsze miesiące „świadomego chrześcijaństwa” były związane z kościołem rzymskokatolickim. Był nawet moment, gdy zastanawiałem się nad możliwością wstąpienia do zakonu, ale … znalazłem się w wojsku. To był rok 1982. Czas stanu wojennego w naszym kraju.
W czasie służby wojskowej przeżyłem kilka bardzo emocjonujących momentów, włącznie z groźbą stanięcia przed „sądem polowym” za odmowę wzięcia udziału w pacyfikowaniu demonstracji solidarnościowych. Najważniejsza jednak rzecz, jaka się w tym okresie wydarzyła w moim życiu, dotyczyła zmian w moim rozumieniu chrześcijaństwa i kościoła. Czytając Pismo Święte, doszedłem do przekonania, że kościół rzymskokatolicki nie jest jedynym, czy nawet najważniejszym kościołem chrześcijańskim. Chociaż jest największy, to jednak jest tylko jednym z wielu!
Mając za podstawę Boże Słowo – Biblię, szukałem społeczności, która by możliwie najbardziej przypominała tę, jakiej obraz odnajdowałem w Piśmie Świętym. Gdy znalazłem taką wspólnotę, po wyjściu z wojska, w grudniu 1983 r. przyjąłem chrzest, jako człowiek świadomie wierzący i oddany Jezusowi Chrystusowi.
Kilka lat później zostałem powołany – wierzę, że nie tylko przez ludzi, ale przede wszystkim przez Pana Jezusa – do służby pastorskiej, najpierw w Grójcu, potem w Płońsku i Ciechanowie, a od 1995 roku – jak napisałem na początku – w kościele „Społeczność Chrześcijańska” w Olsztynie.
Ze względu na dość duże różnice w interpretacji Biblii, a co za tym idzie – także w przekonaniach i praktykach – nie zgadzam się z wieloma rzeczami, jakie są głoszone i praktykowane w kościele rzymskokatolickim. Nie uważam jednak, że daje mi to prawo, czy podstawy, do prowadzenia jakiejś „wojny”, czy „krucjaty” antykatolickiej. Zawsze chętnie rozmawiam na temat moich przekonań i bez oporów jestem gotów wyjaśniać, skąd takie, a nie inne moje poglądy się wzięły, ale chcę to robić w poszanowaniu innych osób, a nie traktując ich, jak wrogów, z powodu różnic w przekonaniach.
Mam nadzieję, że to, co powyżej napisałem, pomoże lepiej rozumieć moje stanowisko w wielu sprawach.
* * *
„Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie.” (List do Rzymian 12:18 BW)
„Albowiem nie siebie samych głosimy, lecz Chrystusa Jezusa, że jest Panem, o sobie zaś, żeśmy sługami waszymi dla Jezusa.” (2 List do Koryntian 4:5 BW)
„… Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej. Lecz czyńcie to z łagodnością i szacunkiem. Miejcie sumienie czyste, aby ci, którzy zniesławiają dobre chrześcijańskie życie wasze, zostali zawstydzeni, że was spotwarzali.” (1 List Piotra 3:15-16 BW)
* * *
Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, skorzystaj z formularza na stronie „KONTAKT”
Mój profil na Facebooku: http://www.facebook.com/Marcin.M.Zwolinski

Dodaj komentarz