Wielkanoc 2014

Wielkanoc 2014

„Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę…” (List do Rzymian 3:23-25a BW)
* * *
Moi drodzy przyjaciele, znajomi i nieznajomi!
Jak co roku o tej mniej więcej porze przypominamy sobie wydarzenia, jakie miały miejsce już blisko dwa tysiące lat temu w Jerozolimie, na peryferiach Rzymskiego Cesarstwa, ale w samym centrum historii świata i dziejów Królestwa Bożego. Niewinny Syn Boży, Pan Jezus Chrystus zmarł, jak najgorszy złoczyńca, przybity do krzyża, aby nas, prawdziwych grzeszników i złoczyńców uwolnić od potępienia i darować nam wieczne życie! Nie ma ważniejszej wiadomości, jaką człowiek potrzebuje usłyszeć, niż ta, że Jezus zmarł za nasze grzechy, aby nas zbawić! I nie ma większej radości, jak ta, którą człowiek może przeżyć, gdy tego zbawienia przez wiarę w Chrystusa doświadczy!
Takiej radości życzę Wam i wszystkim Waszym bliskim – nie tylko w czasie Świąt Pamiątki Śmierci i Zmartwychwstania Pana Jezusa, ale na każdy dzień Waszego życia!
Serdecznie wszystkich Was pozdrawiam!

Leave a Comment

Filed under Życzenia świąteczne

Zostałem uratowany!

Wspomnienia 1-go uratowanego:

Zostałem uratowany! A tak niewiele brakowało, żebym zginął!

Gdyby nie tragiczne okoliczności, mogłoby to wszystko wyglądać, jak nie najlepsza komedia. Gdy udało mi się wreszcie podpłynąć do najbliższej szalupy, duża grupa ludzi, którzy byli już w środku rzuciła się mi na ratunek. Szalupa niebezpiecznie przechyliła się na bok i zaczęła nabierać wody! Chociaż łódź była już chyba przeciążona, to jednak próbowali wciągnąć mnie na pokład. Szło im jednak nie najlepiej. Widać było, że nie mają w tym zbyt dużego doświadczenia. Ale za to ile mieli zapału! Ktoś chwycił mnie w taki sposób, że niewiele brakowało, aby mnie udusił. Ktoś inny złapał mnie za nogawkę spodni, moje ręce ześliznęły się z burty łodzi i wpadłem z powrotem do wody głową w dół. O mały włos, a zamiast uratować, to by mnie utopili! W końcu jednak znalazłem się w środku. Byłem już bezpieczny!

Jednak trudno mi cieszyć się w pełni, bo wielu innych ludzi zginęło. Także mój przyjaciel. On podpłynął do innej szalupy. Wewnątrz niej było mniej osób i znacznie więcej miejsca niż w naszej. Z daleka widziałem, jak próbuje się wdrapać do środka, ale pomimo kilku prób to mu się nie udało. Resztkami sił trzymał się burty. Ci, którzy byli już w środku, najpierw zachowywali się tak, jakby go wcale nie dostrzegli. O coś się kłócili. Wreszcie ktoś z tej szalupy pochylił się nad nim. Już myślałem, że spróbuje go wciągnąć do środka, a on po prostu odczepił palce mojego przyjaciela od burty i pozwolił, żeby zginął!

Powiedzcie mi, jak zrozumieć coś takiego?!

– – – – –

Wspomnienia 2-go uratowanego:

Zostałem uratowany! A tak niewiele brakowało, żebym zginął!

Nawet nie wiem jak to się stało. Musiałem chyba na chwilę stracić przytomność. Ocknąłem się już w środku szalupy. Nie byłem w stanie nawet się poruszać.  Usłyszałem, jak kilku ludzi kłóci się zawzięcie między sobą. Spierali się o to, jakiego sposobu użyć, żeby wciągnąć na pokład człowieka, który kurczowo trzymał się naszej burty. Jeden uważał, że powinno się go wciągnąć za ubranie. Drugi, że lepiej spróbować obwiązać go jakąś liną. Ktoś krzyczał, że w ogóle nie można go brać na pokład, bo jest nas za dużo, łódź będzie przeciążona i zatonie. Ktoś inny próbował przekonywać, że jednak najważniejsze przecież, aby uratować człowieka. Zanim jednak zdążył coś zrobić, ten, który się bał, że łódź może zatonąć, pochylił się w stronę człowieka trzymającego się naszej łodzi resztkami sił i … odczepił jego palce od burty!

Nigdy nie zapomnę widoku oczu tamtego, gdy to się stało. W jego spojrzeniu była jednocześnie rozpacz, ból, gniew, zdziwienie i pytanie. Nie mogłem przestać patrzeć na niego, gdy jego twarz powoli zanurzała się pod wodą. Nie mogłem oderwać od niego mojego wzroku.

I wciąż zadaję sobie jedno i to samo pytanie: „Czy naprawdę nie można było go uratować?”

– – – – –

Chcę postawić przed nami dwa podstawowe pytania:

– do której z tych łodzi chciałbyś podpłynąć?

– do której z tych łodzi podobni dzisiaj jesteśmy my – kościół?

 

Kiedy myślę o kościele i ewangelizacji, to właśnie taki obraz pojawia się w moim umyśle, w moim sercu. Obraz takich właśnie szalup ratunkowych – łodzi pływających po wodach świata w poszukiwaniu ludzi, których można jeszcze uratować! Chociaż nie jest to obraz zaczerpnięty bezpośrednio z Pisma Świętego, to jestem pewien, że jest on zgodny z tym, czego Jezus Chrystus, nasz Pan i Zbawiciel, oczekuje od Swojego kościoła! I że jest on zgodny z tym, co Biblia mówi w takich fragmentach, jak np.:

* 1 List do Tymoteusza 2:4, gdzie czytamy, że „[Bóg] chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy.

* Ewangelia Jana 3:16-17, który powiada, że „… tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.” (czyli uratowany)

* List do Rzymian 8:32, gdzie jest napisane, że „[Bóg] nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał

* Ewangelia Łukasza 19:10, gdzie Jezus mówi o sobie samym: „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło

 

Nie podlega to, jak dla mnie, żadnej wątpliwości: Bóg chce ratować! On wciąż chce ratować! Jego pragnienie ratowania ludzi nie skończyło się z chwilą, gdy ja zostałem zbawiony, albo gdy ty zostałeś zbawiony!

 

Obraz łodzi ratunkowych nie jest zaczerpnięty z Biblii, ale inny obraz kościoła tak! Ewangelia Marka 1:16-18:

A przechodząc nad Morzem Galilejskim, ujrzał Szymona i Andrzeja, brata Szymona, którzy zarzucali sieci w morze; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich Jezus: Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi I zaraz porzucili sieci, i poszli za nim.

 

Mamy być rybakami! Dla rybaka nie jest najistotniejsze, kto jest producentem sieci. Ważne, żeby złowić nimi jak najwięcej ryb! List do Filipian 1:15-18:

Niektórzy wprawdzie głoszą Chrystusa z zazdrości i przekory, inni natomiast w dobrej myśli; Jedni z miłości, wiedząc, że jestem tu, aby bronić ewangelii, drudzy zaś głoszą Chrystusa z kłótliwości, nieszczerze, sądząc, że wzmogą przez to ucisk więzów moich. Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę;

 

Gdy idziemy na zakupy, co jest dla nas ważne? Opakowanie czy zawartość? Czasem opakowanie może wyglądać tak samo, albo podobnie, ale wewnątrz będzie coś zupełnie innego, albo po prostu pusto! Innym razem opakowania mogą się różnić, ale w środku będzie to, czego szukamy! Różne sposoby ewangelizacji, to zaledwie opakowania, metody, narzędzia. Najważniejsze jest przesłanie Ewangelii, przekazywane zgubionym za pomocą tych narzędzi! Możemy zmarnować mnóstwo czasu i energii dyskutując na temat wyższości jednych metod, czy sposobów, nad innymi. My będziemy się spierać, a tymczasem ludzie będą szli na dno, będą ginąć bez Chrystusa! A co powiada Paweł? „Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować będę”. „Byle tylko … Chrystus był zwiastowany”. Sposoby są sprawą drugo-, trzecio-, albo i dalszorzędną. Jeżeli tylko same w sobie nie są grzeszne – np. „ogniem i mieczem”!

 

Mogę na ten temat rozmawiać z każdym, kto myśli inaczej, ale jest skłonny chociaż przemyśleć swoje zdanie. Nie chcę już jednak tracić czasu na jałowe i bezowocne dyskusje, których jedynym rezultatem jest strata czasu i sił. Każdy ma prawo do swojego przekonania i postępowania zgodnego z tym przekonaniem, ale (mówiąc przysłowiowo) nie wkładajmy kija w szprychy roweru, na którym jedzie ktoś inny.

 

A co z rezultatami? Czy nie powinny pojawić się od razu?! Takie pytania i wątpliwości pojawiają się, gdy przez dłuższy czas nie widać wyraźnych efektów w postaci wielu nawracających się ludzi. Ale prawda jest taka, że ludzie nieczęsto nawracają się od razu przy pierwszej rozmowie. Czasem od zwiastowania komuś Ewangelii do momentu, gdy podda on swoje życie Chrystusowi może minąć kilka tygodni albo miesięcy, a nawet kilka lub kilkanaście lat. Zaś w ekstremalnych przypadkach tych lat może minąć nawet kilkadziesiąt!!!

 

Posłużmy się innym biblijnym obrazem – rolnika. Żaden rolnik nie spodziewa się plonu nazajutrz po siewie, czyż nie?! List Jakuba 5:7:

Przeto bądźcie cierpliwi, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik cierpliwie oczekuje cennego owocu ziemi, aż spadnie wczesny i późniejszy deszcz.

 

A tymczasem wiele razy słyszałem pytanie o to, dlaczego nie ma efektów takiej, czy innej ewangelizacji, która odbyła się kilka lub kilkanaście miesięcy temu?

 

Zdarza się, że ludzie są zaangażowani w misję czy ewangelizację, ale przez dłuższy czas nie widać efektów ich pracy. W ekstremalnych przypadkach czasem nawet do końca ich życia! A potem przybywa ktoś inny i następuje gwałtowne przebudzenie, które jednak jest efektem pracy tego, który był tam i pracował wcześniej! 1 List do Koryntian 3:5-8:

Bo któż to jest Apollos? Albo, któż to jest Paweł? Słudzy, dzięki którym uwierzyliście, a z których każdy dokonał tyle, ile mu dał Pan. Ja zasadziłem, Apollos podlał, a wzrost dał Bóg. A zatem ani ten, co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost. Bo ten, co sadzi, i ten, co podlewa, jedno mają zadanie i każdy własną zapłatę odbierze według swojej pracy.

 

My mamy (1) siać – głosząc Ewangelię zgubionym ludziom w każdy możliwy sposób i (2) podlewać – modląc się o ludzi i pomagając im wszędzie tam, gdzie się tylko da. Jeśli robimy te dwie rzeczy, to nasza część pracy jest wykonana! Jednak wzrost to już nie jest nasza sprawa – to sprawa Boga! 2 List do Koryntian 9:6:

A powiadam: Kto sieje skąpo, skąpo też żąć będzie, a kto sieje obficie, obficie też żąć będzie.

List do Galacjan 6:7-9:

Nie błądźcie, Bóg się nie da z siebie naśmiewać; albowiem co człowiek sieje, to i żąć będzie. Bo kto sieje dla ciała swego, z ciała żąć będzie skażenie, a kto sieje dla Ducha, z Ducha żąć będzie żywot wieczny. A czynić dobrze nie ustawajmy, albowiem we właściwym czasie żąć będziemy bez znużenia.

 

Jak to już ktoś kiedyś zauważył, są trzy istotne sprawy, o których musimy koniecznie pamiętać, gdy chodzi o sianie:

– wyrasta to, co zostało posiane;

– wyrasta więcej, niż zostało posiane;

– wyrasta później, niż zostało posiane.

 

Paweł wiedział, że jego sprawą jest siać, Bogu zostawiając sprawę plonów. Swoją powinność widział nawet w kategoriach długu, albo zobowiązania! List do Rzymian 1:14:

Jestem dłużnikiem Greków i nie Greków, mądrych i niemądrych.

1 List do Koryntian 9:19-23:

Będąc wolnym wobec wszystkich, oddałem się w niewolę wszystkim, abym jak najwięcej ludzi pozyskał. I stałem się dla Żydów jako Żyd, aby Żydów pozyskać; dla tych, którzy są pod zakonem, jakobym był pod zakonem, chociaż sam pod zakonem nie jestem, aby tych, którzy są pod zakonem, pozyskać. Dla tych, którzy są bez zakonu, jakobym był bez zakonu, chociaż nie jestem bez zakonu Bożego, lecz pod zakonem Chrystusowym, aby pozyskać tych, którzy są bez zakonu. Dla słabych stałem się słabym, aby słabych pozyskać; dla wszystkich stałem się wszystkim, żeby tak czy owak niektórych zbawić. A czynię tu wszystko dla ewangelii, aby uczestniczyć w jej zwiastowaniu.

 

Jest jeszcze wiele spraw, które chciałbym poruszyć, jednak wiem też, że i tak nie napiszę wszystkiego, zatem …

 

Wspomnienia 3-go uratowanego – czyli moje:

Zostałem uratowany! A tak niewiele brakowało, żebym zginął! …

 

A jak to było z Tobą?

 

A jak będzie z tymi, którzy jeszcze nie znaleźli się wewnątrz bezpiecznej szalupy i pływają gdzieś tam, czekając na ratunek? Spróbujemy ich wciągnąć do naszej „szalupy”, czy pozwolimy … ?

Leave a Comment

Filed under Rozważania

Bóg nowych rzeczy

Kilkanaście lat temu, a dokładnie było to 2 stycznia 2001 r., przetelefonowałem do jednego z moich przyjaciół, aby złożyć mu życzenia noworoczne. Podczas rozmowy on sobie zażartował mówiąc, że skoro mamy nie tylko nowy rok, ale też nowy wiek, a nawet nowe tysiąclecie, to budząc się rano 1 stycznia miał nadzieję, iż obudzi się w nowym mieszkaniu, na ulicy przed domem będzie stał jego nowy samochód, a w naszym kraju będzie nowa rzeczywistość, a tu nic z tego – wszystko okazało się być po staremu. No cóż, można rzec: „proza życia”. Nowe rzeczy nie zawsze pojawiają się w naszym życiu w sposób cudowny.

Niegdyś w rozważaniu na początek roku powiedziałem coś, co chciałbym tutaj powtórzyć: w dużej mierze od nas zależy czy nadchodzące dni i miesiące, to będzie dla nas rzeczywiście nowy rok, czy też w zasadzie stary, tyle, że z następnym numerem.

Ale przecież nie tylko początek nowego roku jest początkiem czegoś nowego w ogóle. Bo każdy dzień może być i jest dla nas dniem nowego początku – dzisiaj jest pierwszy dzień całej reszty twojego i mojego życia! I to od nas także w dużej mierze zależy, co z tą „całą resztą” zrobimy!

Moim marzeniem, pragnieniem oraz życzeniem zarówno dla mnie osobiście, jak i dla mojej rodziny, a także dla naszej Społeczności i wszystkich przyjaciół jest, aby owa „cała reszta”, to był czas wypełniony nowymi, wspaniałymi przeżyciami oraz tak potężnym działaniem Boga, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy – by był to dla nas wszystkich prawdziwie czas Bożego nawiedzenia!

Wyrazem tego marzenia i pragnienia jest to rozważanie. Rozważanie nie tylko na Nowy Rok, ale … na Nowy Początek. Dlatego zatytułowałem je „Bóg nowych rzeczy”.

W Księdze proroka Izajasza 43:18-19 (BW) znajdujemy słowa, które Bóg skierował do narodu Izraela:
Nie wspominajcie dawnych wydarzeń, a na to, co minęło, już nie zważajcie! Oto Ja czynię rzecz nową: Już się rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu.

Nasz Bóg jest Bogiem nowych rzeczy, nowych początków!

Pomyślmy! Ileż to razy Bóg zaczynał coś nowego:
– stworzenie świata
– nowa rzeczywistość po upadku
– nowa szansa po potopie
– nowy naród wywiedziony z Abrahama, Izaaka i Jakuba
– nowa relacja z Bogiem poprzez zakon
– nowe możliwości po zdobyciu Kanaanu
– nowa rzeczywistość po powrocie z niewoli babilońskiej
– nowe narodzenie, nowe życie w Bożym Synu, Panu Jezusie Chrystusie
– nowy lud Boży – kościół, który tworzą właśnie ludzi narodzeni na nowo
– i coś, co jest dopiero przed nami – nowe niebo i nowa ziemia!

A przecież to tylko te najważniejsze „nowe rzeczy” – po drodze było jeszcze całe mnóstwo mniejszych, tak dla całego narodu izraelskiego, jak i poszczególnych ludzi, a potem także dla kościoła (jak chociażby Reformacja, czy różne ruchy przebudzeniowe, a w tym Ruch Odnowy z przełomu XVIII i XIX wieku, z którego wywodzi się także Kościół Chrystusowy, którego częścią jest Społeczność Chrześcijańska w Olsztynie (–> O mnie)!

Z całą pewnością nasz Bóg jest „Bogiem nowych rzeczy”! Tak było w przeszłości i tak samo jest dzisiaj – On się nie zmienia!

Psalm 102:26-28 (BW):
Tyś z dawna założył ziemię,
A niebiosa są dziełem rąk twoich.
One zginą, Ty zaś zostaniesz,
I wszystkie jak szata się zużyją;
Jak szata, która się zmienia, one się zmienią.
Ale Ty pozostaniesz ten sam
I nie skończą się lata twoje.

Zarówno w wymiarze ogólnym, całego narodu izraelskiego, czy kościoła, jak rónież w wymiarze indywidualnym życia każdego człowieka – On jest „Bogiem nowych rzeczy”!

Przeczytałem gdzieś taką historię:
Frank Deford był zdruzgotany śmiercią swojej córki, Aleksandry. Mukowiscydoza zabrała ją w wieku ośmiu lat. Kilka miesięcy po pogrzebie dziecka Defordowie zaczęli rozważać kwestię adopcji. Postanowili adoptować dziewczynkę. Chris, ich syn, uznał, że to bardzo dobry pomysł. Jednak Frank wahał się. Przyjęcie sieroty do rodziny z pewnością było dobrą rzeczą, ale Frank nie mógł się pogodzić z tym, że jakaś obca dziewczynka miałaby zająć miejsce Aleksandry. Wydawało mu się to potwornie niesprawiedliwe. Nikt nie mógł jej zastąpić w ich rodzinie.
Pewnego wieczora żona Franka powiedziała: „Wiesz, jeśli zdecydujemy się adoptować dziecko, to chyba nie ze Stanów. Raczej z jakiegoś dalekiego kraju”.
Tak, Frank to rozumiał.
Następnie żona dodała: „Czy pamiętasz, jak Aleksandra się modliła? Pamiętasz, jaką modlitwę wymyśliła i powtarzała co wieczór?”.
Tak, Frank pamiętał. Jego córka modliła się codziennie tak: „Boże, proszę, opiekuj się naszym krajem i pozwól biednym ludziom znaleźć tu lepsze życie”.
Łzy popłynęły z oczu Franka. Teraz zrozumiał. Adoptowanie dziewczynki nie zastąpi Aleksandry, ale będzie odpowiedzią na jej modlitwę.
W ciągu kilku miesięcy Defordowie przyjęli do swego domu osieroconą dziewczynkę z Filipin. Ich życie zaczęło wracać do normy. Dziecięcy idealizm znowu porwał ich do działania. Frank napisał później: „Musieliśmy zacząć od nowa i iść naprzód. Dziękujemy ci, Aleksandro, bo mamy wiele pracy, odkąd spotkaliśmy ciebie”.

Pomyślmy nad tym! Możemy albo utknąć w bólu z powodu przeszłości, albo zacząć od nowa i iść naprzód. Nowy początek nie ignoruje ani nie usuwa przeszłości, ale prowadzi nas ponad niszczące cierpienie. Uwalnia nas od wyniszczającego zniewolenia przeszłością.

Przeszłość nadal nas uczy, ale już nie panuje nad nami. Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że „Nie dasz rady biec do przodu, patrząc się za siebie”.

Każdego poranka Bóg zaprasza nas do nowego początku!

Treny (Lamentacje Jeremiasza) 3:19-25 (BW):
Wspominanie własnej niedoli i udręki to piołun i trucizna.
Moja dusza bezustannie to wspomina i trapi się we mnie.
To biorę sobie do serca i w tym jest moja nadzieja,
Niewyczerpane są objawy łaski Pana, miłosierdzie jego nie ustaje.
Każdego poranku objawia się na nowo, wielka jest wierność twoja.
Pan jest moim działem, mówi dusza moja, dlatego w nim mam nadzieję.
Dobry jest Pan dla tego, kto mu ufa, dla duszy, która go szuka.

Frank Deford i jego żona zaczęli od początku. Ich adoptowana córka nie zastąpiła Aleksandry, ale przyniosła im nową radość. Przekonali się, że Boże „miłosierdzie nie ustaje” i „każdego poranku objawia się na nowo”. Mogli z całego serca wołać do Boga: „Wielka jest wierność twoja”.

My także możemy odkryć Boga nowych początków. Możemy wznieść się ponad błędy przeszłości. Możemy zacząć od początku. Niech dzień dzisiejszy stanie się twoim dniem nowego początku.

Objawienie Jana (Apokalipsa Jana) 3:20 (BW):
Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną.

Leave a Comment

Filed under Rozważania

Pamiątka Narodzin Chrystusa 2013

Moi Drodzy, nie jestem w stanie napisać osobnych życzeń do każdego z Was z osobna, więc przesyłam Wszystkim Wam razem – trzeba kliknąć w poniższy link 🙂
Niech Wam błogosławi Wszechmogący Bóg, nasz Kochany Niebiański Tato, który kocha nas tak bardzo, że był gotów poświęcić swojego jedynego Syna za nas! 🙂

http://www.serwer1865845.home.pl/www/marcin-zwolinski/2013-PL/

Leave a Comment

Filed under Różne

Czy Boża Łaska jest wciąż *cudowna*?

Początkowo, w nawiązaniu do filmu, który jest chyba znany większości z nas, chciałem zatytułować to rozważanie „Kingsajz dla każdego!”. Ale potem doszedłem do wniosku, że połączenie rozważania na poważny temat z filmem, który jest komedią, nie wszyscy przyjmą jako coś właściwego, więc zdecydowałem się zmienić tytuł na inny: „Czy Boża Łaska jest wciąż *cudowna*?”

Mam nadzieję, że nikt z Was nie poczuje się urażony tym, o czym mam zamiar napisać, chociaż będą to słowa niełatwe. Wierzę jednak, że jest to bardzo ważne i potrzebne! Dlatego jestem gotów to przesłanie przekazać! I proszę, nie lekceważcie go, niezależnie od tego, czy piszącego te słowa lubicie, czy też nie!

Mojego komentarza będzie tutaj zresztą stosunkowo niewiele – znacznie większą część będzie stanowić po prostu tekst Pisma.

Dlaczego chciałem dać tytuł „Kingsajz dla każdego!”? Film „Kingsajz” był satyrą na panujący ówcześnie w naszym kraju ustrój, gdy powszechnym pragnieniem ludzi była wolność dla każdego, gdy ludzie byli stęsknieni wolności – prawdziwej, a nie tylko deklarowanej przez władzę państwową. W krainie „Szuflandia”, która jest satyryczną wersją kraju z ustrojem totalitarnym, część zamieszkujących tam krasnoludków ma dostęp do formuły, dzięki której mogą przenieść się w „Kingsajz”, czyli normalny rozmiar zwykłych ludzi, co było odpowiednikiem wytęsknionego życia w prawdziwej wolności w wolnym kraju. W „Kingsajzie” krasnoludki mogły doświadczać normalnego życia prawdziwych ludzi. „Buntownicy” z „Szuflandii” marzyli o tym, by życie w „Kingsajzie” było dostępne dla wszystkich, a nie tylko dla wąskiego grona „klasy wybranych”. I stąd właśnie hasło „Kingsajz dla każdego!”.

„Kingsajz dla każdego!”, „Wolność dla każdego!”, „Łaska dla każdego!”. Hasła! Czym innym jednak jest pragnąć wolności i łaski, a zupełnie czym innym właściwie z nich korzystać!

W czasach tzw. „PRL-u” ludzie tęsknili za wolnością, ale gdy wolność przyszła, okazało się, że wielu robi z niej użytek zgoła nie ten, jakiego pragnęli ci, którzy o tę wolność walczyli i gotowi byli nawet poświęcić za to swoje życie!

W 1 Liście do Koryntian Apostoł Paweł rzuca bardzo śmiałe hasło: „Wszystko mi wolno!”, ale… No właśnie – to malutkie „ale” jest sednem właściwego, dojrzałego rozumienia mojej wolności! I dlatego Paweł, kontynuując tę myśl, pisze „…nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić.” (1 List do Koryntian 6:12 BW)

Jeżeli nie umiemy ze swojej wolności zrobić właściwego użytku, to będziemy mówić i robić rzeczy, które nie są pożyteczne, ba, nawet są bardzo szkodliwe – zarówno dla nas samych, jak i dla naszego otoczenia – i szybko się przekonamy, że nasza wolność może zamienić się w niewolę! A nasze życie będzie niczym dno wyschniętej rzeki – zniszczone i duchowo martwe!

Dokładnie tak samo jest z Bożą Łaską, która – jeśli niewłaściwie ją traktujemy i źle z niej korzystamy – może zostać zamieniona przez nas w rozpustę!

„Umiłowani! Zabierając się z całą gorliwością do pisania do was o naszym wspólnym zbawieniu, uznałem za konieczne napisać do was i napomnieć was, abyście podjęli walkę o wiarę, która raz na zawsze została przekazaną świętym. Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, na których od dawna wypisany został ten wyrok potępienia, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa.” (List do Efezjan 2:1-10 BW)

„I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście według modły tego świata, naśladując władcę, który rządzi w powietrzu, ducha, który teraz działa w synach opornych. Wśród nich i my wszyscy żyliśmy niegdyś w pożądliwościach ciała naszego, ulegając woli ciała i zmysłów, i byliśmy z natury dziećmi gniewu, jak i inni; Ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas, którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście – i wraz z nim wzbudził, i wraz z nim posadził w okręgach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby okazać w przyszłych wiekach nadzwyczajne bogactwo łaski swojej w dobroci wobec nas w Chrystusie Jezusie. Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.” (List Judy 1:3-4 BW)

„Lecz nie tak jak z upadkiem ma się sprawa z łaską; albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka umarło wielu, to daleko obfitsza okazała się dla wielu łaska Boża i dar przez łaskę jednego człowieka, Jezusa Chrystusa.  I nie tak ma się sprawa z darem, jak ze skutkiem grzechu jednego człowieka; albowiem wyrok za jeden upadek przyniósł potępienie, ale dar łaski przynosi usprawiedliwienie z wielu upadków. Albowiem jeśli przez upadek jednego człowieka śmierć zapanowała przez jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru usprawiedliwienia, królować będą w życiu przez jednego, Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi. Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak też przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia. A zakon wkroczył, aby się upadki pomnożyły; gdzie zaś grzech się rozmnożył, tam łaska bardziej obfitowała, żeby jak grzech panował przez śmierć, tak i łaska panowała przez usprawiedliwienie ku żywotowi wiecznemu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy? Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy, wiedząc, że zmartwychwzbudzony Chrystus już nie umiera, śmierć nad nim już nie panuje. Umarłszy bowiem, dla grzechu raz na zawsze umarł, a żyjąc, żyje dla Boga. Podobnie i wy uważacie siebie za umarłych dla grzechu, a za żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. Niechże więc nie panuje grzech w śmiertelnym ciele waszym, abyście nie byli posłuszni pożądliwościom jego, i nie oddawajcie członków swoich grzechowi na oręż nieprawości, ale oddawajcie siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości. Albowiem grzech nad wami panować nie będzie, bo nie jesteście pod zakonem, lecz pod łaską. Cóż tedy? Czy mamy grzeszyć, dlatego że nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską? Przenigdy! Czyż nie wiecie, że jeśli się oddajecie jako słudzy w posłuszeństwo, stajecie się sługami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechu ku śmierci, czy też posłuszeństwa ku sprawiedliwości? Lecz Bogu niech będą dzięki, że wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani, a uwolnieni od grzechu, staliście się sługami sprawiedliwości. Po ludzku mówię przez wzgląd na słabość waszego ciała. Jak bowiem oddawaliście członki wasze na służbę nieczystości i nieprawości ku popełnianiu nieprawości, tak teraz oddawajcie członki wasze na służbę sprawiedliwości ku poświęceniu. Gdy bowiem byliście sługami grzechu, byliście dalecy od sprawiedliwości. Jakiż więc mieliście wtedy pożytek? Taki, którego się teraz wstydzicie, a końcem tego jest śmierć. Teraz zaś, wyzwoleni od grzechu, a oddani w służbę Bogu, macie pożytek w poświęceniu, a za cel żywot wieczny. Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (List do Rzymian 5:15-6:23 BW)

„A jako współpracownicy napominamy was, abyście nadaremnie łaski Bożej nie przyjmowali; Mówi bowiem: W czasie łaski wysłuchałem cię, A w dniu zbawienia pomogłem ci; Oto teraz czas łaski, Oto teraz dzień zbawienia. Nie dajemy w niczym żadnego zgorszenia, aby służba nasza nie była zniesławiona, ale we wszystkim okazujemy się sługami Bożymi w wielkiej cierpliwości, w uciskach, w potrzebach, w utrapieniach, w chłostach, w więzieniach, w niepokojach, w trudach, w czuwaniu, w postach, w czystości, w poznaniu, w wielkoduszności, w uprzejmości, w Duchu Świętym, w miłości nieobłudnej, w słowie prawdy, w mocy Bożej…” (2 List do Koryntian 6:1-7a BW)

„Ale ty mów, co odpowiada zdrowej nauce, że starzy mają być trzeźwi, poważni, wstrzemięźliwi, szczerzy w wierze, miłości, cierpliwości; że starsze kobiety mają również zachowywać godną postawę, jak przystoi świętym; że nie mają być skłonne do obmowy, nie nadużywać wina, dawać dobry przykład; Niech pouczają młodsze kobiety, żeby miłowały swoich mężów i dzieci, żeby były wstrzemięźliwe, czyste, gospodarne, dobre, mężom swoim uległe, aby Słowu Bożemu ujmy nie przynoszono. Młodszych zaś napominaj, aby byli wstrzemięźliwi. We wszystkim stawiaj siebie za wzór dobrego sprawowania przez niesfałszowane nauczanie i prawość, przez mowę szczerą i nienaganną, aby przeciwnik był zawstydzony, nie mając nic złego o nas do powiedzenia. Słudzy niech będą ulegli swoim panom we wszystkim, niech będą chętni, nie przeciwstawiają się, niech sobie niczego nie przywłaszczają, ale niech im dochowują całkowitej, niezawodnej wierności, aby we wszystkim byli ozdobą nauki Zbawiciela naszego, Boga. Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach. To mów i tak napominaj, i tak strofuj z całą powagą. Niechaj cię nikt nie lekceważy. (List do Tytusa 2:1-15 BW)

Na koniec chciałbym przytoczyć fragmenty wiadomości e-mail, jaką otrzymałem jakiś czas temu.

Wchodząc do biura ubezpieczeniowego zobaczyłem pracowniczkę potrząsającą z niedowierzaniem głową. Zapytałem czy wszystko w porządku, na co ona wymamrotała coś o tym, gdzie ludzie mają umysły i opowiedziała mi następującą historię.

Rodzice dziewczyny, która właśnie skończyła 16 lat kupili jej na urodziny starego Forda Mustanga (w większości stanów USA można legalnie prowadzić samochód od 16 roku życia.)

Auto miało ponad 160 000 km na liczniku. Po 2 miesiącach ta dziewczyna rozproszyła się czymś w czasie jazdy, wypadła z drogi, wpadła na płot i skrzynkę pocztową. Wyszła z tego bez najmniejszej szkody, lecz auto nadawało się do kasacji.

Zatem rodzice kupili jej następne auto, kolejnego Forda Mustanga, tym razem nieco nowszego i tylko ze 100 000 km na liczniku. Jak wyjaśniła agentka, myśleli, że błogosławiąc ją większą odpowiedzialnością spowodują, że córka „podrośnie” w dojrzałości i będzie bardziej uważać w czasie jazdy.

Wiecie, co się stało? Tak, skasowała go. Zatem…

Kupili jej całkiem nowego Forda Mustanga, wywołując zazdrość jej przyjaciół. Myśleli, że jeśli nie doceniła łaski jaką był prezent w postaci starego samochodu ze 160 000 km przebiegu i nie doceniła ich kolejnego daru – samochodu ze 100 000 km na liczniku, to NA PEWNO doceni całkiem nowy samochód, dojrzeje do odpowiedzialności!

Ponownie błąd. Skasowała również tego, całkiem nowego Mustanga! Zniszczyła następny płot i skrzynki pocztowe, zwiedzając okolicę polami, zanim nie zatrzymała się na małym drzewie. Firma ubezpieczeniowa unieważniła jej ubezpieczenie oraz ubezpieczenia jej rodziców! Dziewczyna NIE dojrzała, nie miała pojęcia, jak jej zachowania wpłynęły na całą rodzinę. Agentka powiedziała mi, że rodzice są zrozpaczeni, ponieważ żadna firma ubezpieczeniowa nie chce ubezpieczyć ich córki.

Ta dziewczyny korzystała ze swego prawa jazdy (ang.: ‘driver’s license’ – ‘licencja kierowcy’) i łaski rodziców w podobny sposób, jak ludzie, którzy korzystają z Łaski Bożej, jako zgody (licencji) na trwanie w niedojrzałości, a nawet do usprawiedliwiania grzechu. List Judy w 4 wersie mówi nam o ludziach: „…którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa”.

Juda mówiąc o tych, którzy zamieniają łaskę Bożą na przyzwolenie na grzech, stwierdza że: „zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana Jezusa Chrystusa”.

Ta 16-letnia dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że nadużywając łaski rodziców zapierała się ich miłości do niej. Zniekształciła ich miłość do przyzwolenia na nieuwagę, ryzykując życiem całkowicie na ich dobrej łasce.

Odmowa podjęcia większej odpowiedzialności i dojrzałości była policzkiem w twarz rodziców.

Łaska JEST przychylnością, lecz jest również uprawomocnienie, i nauczaniem, i okazją do większej dojrzałości w Chrystusie. Nie można być podobnym do tej 16-latki, nadużywającej łaski, lecz należy raczej korzystać z łaski w sposób zamierzony: jako narzędzia, które uczy jak wejść na wyższy poziom dojrzałości. Łaska jest wspaniałym nauczycielem!

W moim życiu doszło do punkt zwrotnego, gdy pozwoliłem na to, aby łaska mnie uczyła. Gdy nauczyłem się sprzeciwiać grzechowi nie dlatego, że gdy było pokuszenie, ja wiedziałem, że mam się sprzeciwić, lecz raczej ze względu na miłość i obecność Ducha Ojca, którą czułem w moim duchu tak silnie, i nienawidziłem tego smutku, który odczuwałem, gdy zgrzeszyłem, że zacząłem sprzeciwiać się grzechowi z perspektywy ochrony tej Obecności, a to spowodowało, że nacisk pokuszenia bardzo szybko spadł niemal do zera. Łaska nauczyła mnie odrzucania bezbożnych pożądliwości i tego co światowe, a ja zacząłem kochać tą łaskę i strzec jej!

Łaska nie jest przyzwoleniem na trwanie w niedojrzałości czy grzechu, co jest tylko zaparciem się Pana Jezusa i Jego ofiary za nas. Łaska jest raczej sposobnością do nauczenia się życie Bożym życiem i odkryciem celu w łasce dostępnej dziś. Cel ma dać uprawomocnienie do kroku w górę do bardziej dorosłego chodzenia z Ojcem i naszym Panem,  Jezusem Chrystusem.

Kochaj tę Obecność, którą czujesz w swoim duchu, strzeż, troszcz się o nią i miej społeczność z Ojcem i naszym Panem. Nie wykorzystuj ich miłości jako wymówki do zniszczenia swego „samochodu” po raz kolejny!

To tyle, jeśli chodzi o otrzymaną wiadomość e-mail i to rozważanie. Pozostawiam nas z tymi przemyśleniami, ufając, że Bogu przyniosą one z naszego życia chwałę, której On jest godzien, a zarówno nam samym, jak i innym wokół nas, prawdziwy pożytek! Tego serdecznie życzę i sobie, i każdemu z nas!
* * *
Jeśli masz pytania odnośnie tego, co powyżej napisałem, czy chcesz porozmawiać na jakikolwiek inny temat, napisz do mnie! Możesz w tym celu skorzystać z formularza na stronie KONTAKT.

Leave a Comment

Filed under Rozważania

Warren, Hunt, Graham, Hybels i inni

Pytania, obiekcje, wątpliwości …

Poniższy tekst opublikowałem kilka miesięcy temu jako tzw. „notatkę” w swoim profilu na Facebooku. Ponieważ jednak wśród czytelników mojego blogu znajdą się zapewne i takie osoby, które z Facebooka nie korzystają, więc postanowiłem opublikować go także i tutaj.

Chcę napisać tu jedynie o swoich osobistych przekonaniach, bo objawienia Bożego w tej sprawie nie miałem, więc mogę polegać tylko na Bożym Słowie i swoim rozsądku, wspieranym – jak wierzę – działaniem Ducha Świętego.

Mam nadzieję, że poniższe wyjaśnienia będą wystarczające, choć zapewne nie wyczerpują tematu, ale naprawdę trudno jest wciąż i wciąż na nowo „wałkować” to samo. Nie bronię Warrena, gdyż – o co mnie niektórzy pomawiają – jest moim „guru”, bo nie jest. Nie jest też Warren moim zbawicielem i władcą. Moim Panem i Zbawicielem jest Jezus Chrystus i właśnie dlatego czuję się w obowiązku przeciwstawić nieprawdzie! W taki sam sposób zresztą przeciwstawiam się nieprawdzie – przykładowo – na temat tak zwanych „Świadków Jehowy”, gdy ludzie mówią o nich bzdury. Na przykład, że pod podłogą mają położone „święte obrazy”, aby każdy, kto do nich przyjdzie, deptał po „świętościach”. Przeciwstawiam się nieprawdzie ze względu na szacunek dla prawdy, a nie z powodu samego Ricka Warrena.

Szanuję Warrena, ale szanuję także jego krytyka, Dave’a Hunta i wielu innych, którzy z Warrenem się nie zgadzają. Żaden z nich jednakże nie jest moim Mistrzem – tylko Jezus! Żaden z nich nie jest dla mnie „Alfa i Omega” – tylko Jezus! Żaden z nich nie jest nieomylny – tylko Jezus! Swoje opinie na czyjkolwiek temat, a więc także na temat Ricka Warrena, staram się dlatego budować nie na tym co powiedzą czy napiszą inni, ale na osobistych przemyśleniach i porównaniu nauczania czy postawy tej osoby z tym, co znajduję w Słowie Bożym. Tak robię z nauczaniem Warrena i tak samo też robię z nauczaniem Hunta. Sprawdzam je w świetle Słowa!

Przytaczane przez różne osoby wypowiedzi Ricka Warrena są w moim przekonaniu ewidentnie zmanipulowane i wyrwane z kontekstu. Przy braku dobrych chęci ze strony tych osób, aby chociaż spróbować go zrozumieć, oskarżenia pod jego adresem są nieuniknione. Ale tak samo bezpodstawnie oskarżano Pana Jezusa, apostołów i innych przywódców Kościoła przez całe wieki, więc nie powinno to w zasadzie też specjalnie zaskakiwać.

Na podstawie tego, co ja wiem – chociaż niektórzy zapewne się tutaj ze mną nie zgodzą – większość zarzutów wobec Ricka Warrena jest oparta na niewłaściwym zrozumieniu jego intencji, jak – dla przykładu – atakowanie go za to, że podczas modlitwy na inaugurację prezydentury Barracka Obamy użył imienia „Isa”, mówiąc o Jezusie. A dlaczego nie miał użyć? My też nie używamy imienia Jeshua, tylko Jezus. Anglojęzyczni mówią Jesus („Dżizas”), hiszpańskojęzyczni Jesús („Chesus”), portugalskojęzyczni Jesus („Żezus”), a arabskojęzyczni Isa. Ale mowa jest cały czas o tej samej Osobie! I to była intencja Warrena, aby wszyscy obecni wiedzieli, że do Boga Wszechmogącego należy modlić się w tym Imieniu i żadnym innym! Ja akurat oglądałem to na żywo – była transmisja w którejś z polskich telewizji i uważam, że to było coś rewelacyjnego: pomodlić się do Boga, Ojca Wszechmogącego i zakończyć tę modlitwę w taki sposób, aby obecnych ludzi – z różnych przecież środowisk – nie skłócić pomiędzy sobą, ale zbliżyć ich do siebie wzajemnie. Czyż nie tego pragnął Pan Jezus?

W podobny sposób „przekręcone” zostało znaczenie innych jego wypowiedzi i nadano im taki wydźwięk, jak ktoś (uprzedzony?) chciał, żeby brzmiały. Sam padłem ofiarą takich zabiegów, więc wiem jak to działa i jak łatwo coś takiego zrobić – jak można zmanipulować czyjeś słowa tak, by wyglądało na to, że powiedział coś innego, niż powiedział rzeczywiście.

Ci sami ludzie (może nie zawsze personalnie ci sami, ale środowisko), którzy oskarżają Warrena o zdradę wobec Chrystusa, robili i robią podobnie wobec Billy’ego Grahama, publikując jego zdjęcia z trzema szóstkami na czole i pisząc, że B. Graham jest masonem i takie tam inne brednie. Te oskarżenia można znaleźć w Internecie na tych samych stronach. Oskarżają także Billa Hybelsa i wielu innych. To co łączy wszystkich „oskarżonych”, to to, że byli lub są kimś szczególnym, i mieli lub mają ogromny wpływ na życie wielu ludzi – także tych spoza Kościoła. Czasem już samo to wystarcza do ich oskarżenia, bo skoro „ludzie tego świata” kogoś poważają i szanują, to znaczy, że ten ktoś MUSIAŁ zdradzić Chrystusa i Jego sprawę, bo przecież „świat powinien nas prześladować, a nie poważać”. A wszystkich, którzy ich zdaniem są fałszywymi nauczycielami, w „miłości Chrystusowej” najchętniej posłaliby do piekła. Ich sprawa – jeśli tak im wychodzi z Biblii. Ja ich sądził nie będę, bo nie są moimi sługami (Rzymian 14), ale też nie mam ochoty się „babrać” w tych „mądrościach”. Mam zresztą swoją pracę do wykonania i z tego będę się rozliczał przed Panem.

W moim odczuciu ludzie ci, chociaż sami zapewne przyjęli od Boga przebaczenie grzechów dane im w Chrystusie (i dlatego też wciąż uważam ich za moich braci w Chrystusie, chociaż często oni mnie za swojego brata nie uważają), to jednak nie zrozumieli ani przesłania Pana Jezusa, ani nauczania Ricka Warrena, jeżeli w ogóle jego książki wzięli kiedykolwiek do ręki, nie mówiąc już o ich przeczytaniu. Najczęściej – w moim przekonaniu – tylko powtarzają to, co przeczytali lub usłyszeli gdzie indziej. Uważam, że oskarżyciele Ricka Warrena mają mniej więcej tyle samo racji w tej sprawie, ile mieliby ludzie, którzy chcieliby oskarżać Pana Jezusa o zdradę Izraela na rzecz Rzymu albo o współpracę z Samarytanami, bo ich nie tylko nie potępił, ale jeszcze mówił o nich dobrze. Twierdzenie, że Warren buduje jakiś „chrislam”, jest tak samo „prawdziwe”, jak oskarżanie Pana Jezusa, że dążył do stworzenia uniwersalnej religii z połączenia Judaizmu i religii Samarytan, bo dobrze się o Samarytanach wypowiadał, a nawet dawał Samarytanina za przykład, podczas gdy źle mówił o kapłanach, Lewitach i uczonych w Piśmie.

Warren, i owszem, buduje więzy przyjaźni z muzułmanami, ale czyż tego samego nie robił Pan Jezus? Bratał się przecież z grzesznikami, co było jednym z zarzutów wobec Niego (Mat. 11:19; Mar. 2:14-17)! Idąc do Jerozolimy, poszedł przez Samarię, chociaż pobożni Żydzi omijali ją szerokim łukiem (Jana 4), a rozmawiając z Samarytanką przy studni nie prostuje jej błędnego rozumienia odnośnie świętego miejsca (Garizim czy Syjon), ale mówi jej o czymś znaczeni lepszym – o prawdziwym Życiu. Warren przyjaźnie rozmawia z muzułmanami, bo chce zbudować między nimi a sobą „most porozumienia”. Jak inaczej może sprawić, żeby zechcieli słuchać Ewangelii? Czy ma ich postawić pod murem z bronią przystawioną do skroni? Ma stosować metody Krzyżowców? Ogniem i mieczem głosić o Księciu Pokoju? W historii byli już tacy, którzy w taki sposób „Ewangelię” głosili!

A co do zastępowania działania Ducha Świętego cielesnymi metodami – o co także Warren jest oskarżany – to też jest nieporozumienie. O ile wiem, Warren nigdy i nigdzie nie twierdził, że jego metody są najlepsze i niezastąpione, a już na pewno nie, że mogą zająć miejsce działania Ducha Świętego. On stoi na stanowisku, że cokolwiek robimy, musimy to JAKOŚ zrobić. Proponuje pewne rozwiązania, bo uważa, że się sprawdzają w określonej rzeczywistości – takiej, w jakiej przyszło nam żyć współcześnie. Ale jego wyraźne stwierdzenie brzmi mniej więcej tak: „To, co proponuję, to jedna z wielu różnych metod budowania Kościoła – nie jedyna słuszna, ale w moim przekonaniu adekwatna do naszych czasów”. Ot i wszystko.

Dyskutować z nikim na ten temat już raczej nie będę, bo nie mam już na to ani siły, ani ochoty. W większości przypadków zresztą taka dyskusja jest bezcelowa, bo za oponentów zwykle ma się osoby stojące na stanowisku, że – cytując „klasyka” – „nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne”.

Każdemu, kto do tego miejsca dotarł i przeczytał wszystko, co było po drodze, szczerze gratuluję! Sam nie jestem pewien, czy mnie by się chciało to wszystko czytać! 😉

1 Comment

Filed under Pytania, obiekcje, wątpliwości …

Pewnego dnia …

Pewnego dnia obudziłem się wcześnie rano, aby zobaczyć wschód słońca. Piękna Bożego stworzenia nie da się opisać. Oglądając wschodzące słońce chwaliłem Boga za Jego piękne dzieło. Siedząc tak, odczułem Bożą obecność.

Zapytał mnie, „Kochasz mnie?”

Odpowiedziałem, „Oczywiście, Boże! Jesteś moim Panem i Zbawicielem!”

Następnie zapytał, „Gdybyś był fizycznie upośledzony, kochałbyś mnie nadal?”

Byłem zaskoczony. Spojrzałem w dół na moje ręce, nogi i resztę mojego ciała i zastanawiałem się jak wielu rzeczy nie mógłbym robić, rzeczy nad którymi nie zastanawiałem się. Odpowiedziałem, „Byłoby ciężko, Panie, ale nadal kochałbym Cię.”

Następnie Pan powiedział, „Gdybyś był ślepy, podziwiałbyś wciąż moje stworzenie?”

Jak mógłbym podziwiać coś bez możliwości zobaczenia tego? Pomyślałem wtedy o wszystkich niewidomych ludziach na świecie i o tym, że wielu z nich kocha Boga i Jego stworzenie. Odpowiedziałem więc, „Trudno myśleć o tym, ale nadal kochałbym Cię.”

Potem Pan zapytał mnie, „Gdybyś był głuchy, słuchałbyś nadal mojego słowa?”

Jak mógłbym słuchać czegokolwiek będąc głuchym? Zrozumiałem jednak, że słuchanie Bożego Słowa nie odbywa się przez uszy, lecz sercem. Odpowiedziałem, „Byłoby ciężko, ale ciągle słuchałbym Twojego słowa.”

Następnie Pan zapytał, „Gdybyś był niemy, chwaliłbyś nadal Moje Imię?”

Jak mógłbym Go wielbić bez głosu? Uświadomiłem sobie, że Bóg pragnie abyśmy śpiewali z naszych serc i dusz. Dźwięki nie mają znaczenia. Chwalenie Boga to przecież nie tylko pieśni. Kiedy jesteśmy prześladowani, chwalimy Boga naszym dziękczynieniem. Odpowiedziałem więc, „Nawet gdybym nie mógł śpiewać, ciągle chwaliłbym Twoje imię.”

W końcu Pan zapytał, „Naprawdę mnie kochasz?”

Z odwagą i mocnym przekonaniem odparłem zdecydowanie, „Tak, Panie, kocham Cię ponieważ jesteś jedynym i prawdziwym Bogiem!”

Myślałem, że to wystarczy, lecz Bóg zapytał, „DLACZEGO W TAKIM RAZIE GRZESZYSZ?” Odpowiedziałem, „Ponieważ jestem tylko człowiekiem, nie jestem doskonały.” „DLACZEGO W CZASIE POKOJU ODCHODZISZ JAK NAJDALEJ? DLACZEGO TYLKO W KŁOPOTACH MODLISZ SIĘ NAJGORLIWIEJ?” Cisza. Łzy płynęły po mojej twarzy.

Pan kontynuował: „Dlaczego śpiewasz tylko w czasie nabożeństw i ewangelizacji? Dlaczego szukasz mnie tylko w czasie uwielbiania? Dlaczego tak egoistycznie mnie prosisz? Dlaczego prosisz bez wiary?”

Łzy w dalszym ciągu spływały po moich policzkach.

„Dlaczego wstydzisz się Mnie? Dlaczego nie zwiastujesz dobrej nowiny? Dlaczego gdy jesteś prześladowany, wołasz do innych, podczas gdy ja oferuję ci moje ramię aby się wypłakał? Dlaczego szukasz wymówek, gdy daję ci okazje do służenia w Moim Imieniu?”

Próbowałem odpowiedzieć, ale nie miałem żadnej odpowiedzi na ustach.

„Obdarzyłem cię życiem. Nie chcę abyś odrzucał ten dar. Pobłogosławiłem cię talentami, abyś Mi służył, a ty ciągle się odwracasz. Objawiłem ci Moje Słowo, ale ty nie robisz postępu w poznaniu. Przemawiam do ciebie, ale twoje uszy są zamknięte. Obdarzam cię Swoimi błogosławieństwami, ale ty odwracasz wzrok. Posyłam ci Swoje sługi, ale ty ciągle siedzisz bezczynnie gdy oni pracują. Słyszałem wszystkie twoje modlitwy i odpowiedziałem na nie”

„CZY NAPRAWDĘ MNIE KOCHASZ?”

Nie potrafiłem odpowiedzieć. Jak mógłbym? Byłem tak bardzo zawstydzony. Nie miałem żadnej wymówki. Cóż mogłem odpowiedzieć. Gdy moje serce krzyczało, a łzy dalej płynęły, powiedziałem, „Proszę, wybacz mi Panie. Jestem niegodny być Twoim dzieckiem.”

Pan odpowiedział, „Na tym polega moja Łaska, dziecko.” Zapytałem, „Dlaczego ciągle mi wybaczasz? Dlaczego tak bardzo mnie kochasz?”

Pan odpowiedział: „Ponieważ jesteś Moim stworzeniem. Jesteś moim dzieckiem. Nigdy cię nie opuszczę. Kiedy będziesz płakać, okażę ci współczucie i będę płakać z tobą. Kiedy będziesz krzyczeć z radości, będę śmiać się z tobą. Kiedy będziesz załamany, zachęcę cię. Kiedy upadniesz, podniosę cię. Kiedy będziesz zmęczony, poniosę cię. Będę z tobą aż do końca dni i zawsze będę cię kochał.”

Nigdy wcześniej tak nie płakałem. Jak mogłem być taki zimny? Jak mogłem tak ranić Boga? Zapytałem Boga, „Jak bardzo mnie kochasz?”

Pan wyciągnął Swoje ramiona i zobaczyłem Jego przebite ręce. Upadłem do stóp Chrystusa, mojego Zbawiciela. I po raz pierwszy modliłem się szczerze.

(Autor nieznany)

Leave a Comment

Filed under Znalezione w Internecie

Na marginesie …

Tak sobie myślę, że lepiej być „ciemniakiem” i „zacofańcem” szanującym Boga i Jego Słowo, niż człowiekiem „oświeconym” i „myślącym nowocześnie”, ale gardzącym Bogiem i uznającym Biblię za głupstwo.
To tak na marginesie tych wszystkich „nowoczesnych przemian”, zachodzących w kulturze i obyczajowości.

Leave a Comment

Filed under Myśli "nieuczesane" ;)

Ale mogę się mylić ;)

Tak sobie myślę, że człowiek, który jest rzeczywiście pewien swoich przekonań (choć nie znaczy to, że są one słuszne w sensie obiektywnym), nie robi się „nerwowy”, gdy ma do czynienia z ludźmi o poglądach zgoła odmiennych. Raczej spokojnie i rzeczowo stara się wyjaśniać swój punkt widzenia. Najbardziej „agresywni” zdają się być ci, którzy w głębi serca wątpią w swoje racje. Każdy „zdrowy” człowiek wierzy, że jego przekonania są słuszne – inaczej nie moglibyśmy funkcjonować. Jednak nasze osobiste przekonania nie powinny być przez nas utożsamiane z „prawdą absolutną”, czy „objawioną”. Jeśli to pomieszamy, to chcemy innych „zmusić” do przyjęcia naszych przekonań, nie dając im prawa do odmiennego myślenia. Czasem w takim właśnie „przymuszaniu” znajdujemy potwierdzenie słuszności własnych przekonań. Jeśli uda się nam kogoś „przeciągnąć” na swoją stronę, „przekonać”, to znaczy, że mieliśmy rację, czyż nie? Ale człowiek, który prawdziwie jest pewien słuszności tego, w co wierzy, nie potrzebuje takiego „potwierdzenia”, dając innym całkowitą wolność wyboru, nie obrażając się na „inaczej myślących”, ani nie odwracając się od nich 🙂
Tak właśnie myślę, chociaż mogę przecież się mylić 😉

4 komentarze

Filed under Charaktery i "charakterki"

Zielonym do góry!

Drzewko_usd

Myślę, że wszyscy słyszeliśmy kiedyś żart opowiadający o człowieku, który idąc wzdłuż wysokiego ogrodzenia słyszał, jak z drugiej strony ktoś co chwilę krzyczy: „Zielonym do góry!”, „No, przecież mówiłem: zielonym do góry!”. Zaintrygowany tymi okrzykami człowiek ten wspiął się na ogrodzenie i zobaczył żołnierzy, którzy sadzą drzewka, a dowódca tłumaczy im jak mają to robić.
To zdanie „Zielonym do góry!” stało się bardzo popularne i zaczęło odgrywać rolę wezwania do normalności. Pamiętam, że wśród moich znajomych bardzo często na pytanie: „Jak to powinno być zrobione?” odpowiadaliśmy właśnie tak: „Zielonym do góry!”.
„Zielonym do góry”, czyli normalnie.
„Zielonym do góry”, czyli prawidłowo.
„Zielonym do góry”, czyli tak, jak być powinno, a nie, jak czasem jest.
W Psalmie 1:1-6 (BW) czytamy:
Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych,
Ani nie stoi na drodze grzeszników,
Ani nie zasiada w gronie szyderców,
Lecz ma upodobanie w zakonie Pana
I zakon jego rozważa dniem i nocą.
Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód,
Wydające swój owoc we właściwym czasie,
Którego liść nie więdnie,
A wszystko, co uczyni, powiedzie się.
Nie tak jest z bezbożnymi!
Są oni bowiem jak plewa, którą wiatr roznosi.
Przeto nie ostoją się bezbożni na sądzie,
Ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych.
Gdyż Pan troszczy się o drogę sprawiedliwych,
Droga zaś bezbożnych wiedzie do nikąd.
Dlaczego czasem czujemy się jak drzewo, które zgubiło swoje liście i jest bliskie uschnięcia? W tym psalmie możemy znaleźć odpowiedź!
Jesteśmy podobni do drzewa, które transportuje odżywcze soki tylko w jedną stronę: od korzeni do liści (i owoców). Z jednej strony czerpiemy, z drugiej oddajemy. Czerpiemy z Boga („rzeki życia”) – oddajemy życie. Czerpiemy ze świata („rzeki śmierci”) – oddajemy śmierć. Jeśli większość czasu czerpiemy z rzeki śmierci, nie możemy się spodziewać owoców życia. Zanurzenie korzeni na krótko w rzece życia nie będzie w stanie zneutralizować działania trucizny. I odwrotnie! Jeśli nasze korzenie będą cały czas zanurzone w rzece życia, to nawet gdyby z jakiegoś powodu na chwilę zanurzyły się w rzece śmierci, wówczas życie, którego jest więcej, zwycięży. Chociaż może się to skończyć (i pewnie się skończy) jakąś chorobą, to jednak nie śmiercią!
Ten Psalm wspaniale pokazuje nam, czego nie robić, a co robić, by być podobnym do drzewa, które jest wciąż przesiąknięte życiem. Najpierw – czego nie robić: nie chodzić, nie stać i nie zasiadać. Kolejność jest taka właśnie: pójście za radą bezbożnych → stanięcie na drodze grzeszników → zasiadanie w gronie szyderców. A później to, co robić – mieć upodobanie w Boży Słowie i rozważać je nieustannie.
Najpierw mieć upodobanie w Bożym Słowie. Kiedy jest to możliwe? Gdy autor jest dla nas Kimś naprawdę szczególnym! Inaczej wszak traktujemy list od kochanej i kochającej osoby, a inaczej z np. Urzędu Skarbowego 🙂 Biblia jest miłosnym listem Boga do człowieka, a nie urzędowym pismem wzywającym do zapłacenia zaległych podatków.
A dalej – rozważać Boże Słowo. Nie znaczy to czytać je przez 24 godziny na dobę. Tego nikt nie jest w stanie robić. Ale rozmyślać o tym, co Bóg w Swoim Słowie mówi, modlić się o zrozumienie, pragnąć z głębi serca żyć zgodnie z jego treścią – to można rzeczywiście czynić dniem i nocą.
Na koniec rezultaty – owoc naszego życia. „Po owocach ich poznacie” – powiedział Pan Jezus.
Apostoł Paweł w Liście do 
Galacjan 5:22-23 (BW) napisał tak:
Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość…
Jeśli odkrywamy, że z tym owocem naszego życia jest coś nie tak, jak być powinno, a ktoś dla naszego dobra zwróci na to naszą uwagę, nie obruszajmy się, ale jak najszybciej sprawdźmy, gdzie znajdują się korzenie naszego życia – w której rzece są zanurzone. Zróbmy to, póki nie jest jeszcze za późno! Bóg może nas „przesadzić” we właściwe miejsce, abyśmy byli, jak drzewo „nad strumieniami wód, wydające swój owoc we właściwym czasie”! Jak drzewo rosnące prawidłowo, normalnie – „zielonym do góry”!
Owocnego życia!
* * *
Jeśli masz pytania odnośnie tego, co powyżej napisałem, czy chcesz porozmawiać na jakikolwiek inny temat, napisz do mnie! Możesz w tym celu skorzystać z formularza na stronie KONTAKT.

2 komentarze

Filed under Rozważania